Żadne z Was nie powinno zmuszać się do tak ważnej decyzji. Postaraj się go zrozumieć. Dowiedz się z czego wynika jego nagła chęć posiadania dziecka. Zapytaj czego mu brakuje i czy wcześniej miał inne zdanie. Powiedz także o swoich obawach. Postarajcie się razem ustalić jakieś rozwiązanie. Jako samotnemu rodzicowi z jednym dzieckiem ulga przysługuje Ci, gdy Twój dochód w roku podatkowym wyniósł maks. 112 tys. zł. Gdy masz dwoje lub więcej dzieci, nie ma górnego limitu dochodu. Zwykle wysokość ulgi wynosi 1112,04 zł na pierwsze i drugie dziecko, nieco ponad 2000 zł na trzecie, na czwarte i każde kolejne: 2700 zł. Nie chcę mieć więcej dzieci i to moja sprawa, a właściwie moja i mojego męża, bo taką decyzję podjęliśmy. Powodów mamy dziesiątki i naprawdę nie rozumiem, dlaczego inni oczekują, że się z tego będziemy tłumaczyć. Jakby kwestia posiadania dzieci była zależna od wszystkich, tylko nie od głównych zainteresowanych. Według badań CBOS, Prawie 70% Polek w wieku 18-45 lat (zarówno bezdzietnych, jak i matek) deklaruje, że nie zamierzają mieć dzieci. Złośliwi komentują, że to Napisano Sierpień 3, 2008. dzieci, niestety nie jest to akceptowana postawa. Mimo 24 lat jestem sama, bo przecież nie będę nikogo namawiać do rezygnacji z ojcostwa, a praktycznie każdy facet Księżna Kate nie może mieć więcej dzieci. Chwilę po tym, jak świat obiegła radosna nowina o drugiej ciąży księżnej Meghan, magazyn Globe donosi, że księżna Kate zmaga się z osobistym dramatem. Według tabloidu żona księcia Williama nie może mieć więcej dzieci. Jak podaje magazyn, przyczyniła się do tego sama królowa. . Instynkt macierzyński nie dotyczy każdej z nas. Czy to źle? fot. W pewnym momencie życia u większości z nas pojawia się poczucie pustki. Być może jesteśmy w szczęśliwym związku, nie narzekamy na brak pracy, mamy gdzie mieszkać, ale dochodzimy do wniosku, że to jeszcze nie to. Do spełnienia brakuje nam tylko jednego – dziecka. Instynkt macierzyński nie daje o sobie zapomnieć i to zupełnie normalne. Niektórym trudno uwierzyć, że równie normalny może być jego brak. Bardzo często o kobietach, które nie doczekały się potomstwa i wręcz nie widzą się w roli matek, mówi się w niezbyt przychylnym tonie. Zarzuca im się zapatrzenie w siebie, egoizm, nieuzasadniony strach, lenistwo i wszystko co najgorsze. Tylko dlatego, że mają czelność głośno powiedzieć - „Dziecko? To nie dla mnie!”. Czy instynkt macierzyński jest dla każdej kobiety? Zamiast wytykać je palcami, spróbujmy zrozumieć. Oto lista argumentów, które bardzo często padają z ich ust. I mają do nich święte prawo! #1 CIĄŻA TO NAJGORSZY CZAS W ŻYCIU Każda z nas podchodzi do tego tematu inaczej. Dla większości stan błogosławiony to spełnienie najskrytszych marzeń. Czas cudownego oczekiwania i bezgranicznej miłości dla małego lokatora, który rozwija się w naszym ciele. Istna sielanka, niczym z kolorowych fotografii, na których ciężarne są zawsze uśmiechnięte. Prawda nie jest wcale taka jednoznaczna. Ciąża to także ogromne zmiany w organizmie, z których większość nie jest zbyt przyjemna. Niektóre z nas odczuwają przed tym strach czy wręcz obrzydzenie. #2 PORÓD TO ISTNA MĘCZARNIA Tutaj także nie ma zgody. Kobiety, które wydały już na świat potomstwo bardzo często wypierają z pamięci przykre i niezwykle bolesne doświadczenia. W końcu już po wszystkim, dziecko jest już ze mną, nie ma sensu tego roztrząsać. Są też takie, które rzeczywiście dobrze wspominają poród. Ale to nie powód, żeby zupełnie zignorować obawy pozostałych, które wystarczająco dużo się naoglądały i nasłuchały, bo podchodzić do tematu z radością, a nie przerażeniem. Rozwiązanie ciąży to nie zwykłe wyrwanie zęba. fot. #3 WYCHOWYWANIE JEST FRUSTRUJĄCE Nawet doświadczone mamy zgodzą się z tym, że opieka nad dzieckiem, zwłaszcza bardzo małym, to nie jest bułka z masłem. Nagle stajemy w zupełnie nowej sytuacji, w której to od nas zależy życie innego człowieka. Robimy wszystko, by było mu jak najlepiej, a maluch wciąż choruje, płacze, wrzeszczy, nie chce jeść itd. Faktem jest, że po latach najczęściej wypieramy ze świadomości cały ten strach i wszelkie niedogodności, ale najpierw trzeba to przeżyć. Niektóre kobiety uczciwie przyznają, że nie są w stanie tego psychicznie udźwignąć. #4 DZIECKO SPORO KOSZTUJE Zazwyczaj kolejność jest odwrócona – wstępuje w nas instynkt macierzyński, podejmujemy decyzję o powiększeniu rodziny, zachodzimy w ciążę, rodzimy i... nagle okazuje się, że naprawdę trudno to udźwignąć. Nie tylko psychicznie, ale także pod względem finansowym. Kobiety sceptycznie nastawione do macierzyństwa często zaczynają od wyliczeń i dochodzą do wniosku, że być może nawet poradziłyby sobie z wychowaniem maleństwa, ale kosztem wielu wyrzeczeń. Uznają, że jeśli kogoś nie stać, ten w ogóle nie powinien o tym myśleć. Obraz wielu zagłodzonych i biednych dzieci jest tutaj argumentem. #5 KOBIETA PRZESTAJE BYĆ KOBIETĄ Nadmiar obowiązków i ogromna odpowiedzialność bardzo często sprawiają, że zupełnie zapominamy o sobie. Nagle okazuje się, że nasze potrzeby, pragnienia i marzenia nie mają żadnego znaczenia. Liczy się tylko to, by udźwignąć rolę matki. I wtedy nasze życie zaczyna się ograniczać tylko do niej. Tym bardziej należy zrozumieć kobiety, które się tego obawiają. Niektóre, nawet kosztem rodzinnego szczęścia, postanawiają bronić swojej niezależności i podmiotowości. Nie chcą być tylko inkubatorem, nianią, kucharką i sprzątaczką. #6 CIAŁO ZMIENIA SIĘ NIE DO POZNANIA Na zdjęciach w kolorowych magazynach dla ciężarnych i młodych matek zawsze wygląda to tak samo. Ciążowy brzuszek jest zgrabny i gładki, a po porodzie wszystko wraca do normy. Zdarzają się i takie cuda, ale rzeczywistość jest nieco mniej widowiskowa. Należy liczyć się z tym, i tego obawiają się kobiety sceptycznie nastawione do macierzyństwa, że ciało nigdy nie wróci do swojej dawnej formy. Blizny, rozstępy, zwisająca skóra, opadnięte piersi, problemy z narządami rodnymi – to nie są wymysły propagandzistów, ale codzienność wielu z nas. fot. #7 NIE CHCĄ BYĆ JAK ZNANE IM MATKI Rozwój nowoczesnych technologii, choć powinno być odwrotnie, raczej nie sprzyja pozytywnemu nastawieniu do macierzyństwa. Wszystko za sprawą portali społecznościowych, w których młode mamy szukają miejsca dla siebie. I bardzo często tracą zdrowy rozsądek, zasypując swoich znajomych milionami zdjęć uroczych bobasów, które po chwili wychodzą im już bokiem. To najlepszy dowód na to, że wraz z porodem niektóre z nas zupełnie zapominają o sobie. Liczy się tylko dziecko. To może być przykry widok dla postronnych obserwatorów, a zwłaszcza koleżanek, które przysięgają sobie, że nigdy takie nie będą. Ta strona używa plików cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie. Więcej szczegółów w naszej Polityce Cookies. Nie pokazuj więcej tego powiadomienia Nie jestem pewna, czy na macierzyństwo kiedykolwiek przychodzi odpowiednia pora. Nie da się ukryć, ze dzieci wywracają człowiekowi życie do góry nogami. Jodi Picoult, „Dziewiętnaście minut” To bardzo ciekawe doświadczenie, niespiesznie dobijać trzydziestki. Co prawda sporo jeszcze przede mną, ale od babć i ciotek od dawna słyszę, że się starzeję. I że to niedobrze, nie mieć męża i dzieci. Woleć kino i kawiarnie, zamiast smoczków i pieluch. I ja te smoczki i pieluchy szalenie szanuję, chociaż cieszę się, że dzieją się jeszcze poza mną. Jest jednak kilka tekstów, które słyszeć da się regularnie. Jak życzenia na święta albo wiosną kosiarkę sąsiada. Poza gromkim: „jak to?!”, rzecz jasna. Jak macie swoje, to dopisujcie. Wysłuchiwanie ich bywa czasem zabawne. O wiele bardziej zresztą, niż towarzyszących im epitetów, że jesteś egoistyczna/niedojrzała/wygodna (niektórzy mówią na to: wolna). A zatem. 10 tekstów, które słyszysz, kiedy nie chcesz mieć dzieci: 1. Teraz tak mówisz Owszem. Bo mówienie ma to do siebie, że jest czynnością, odbywającą się w czasie teraźniejszym. Nie przeszłym i nie przyszłym. Mówienie dzieje się tu i teraz i tak, tu i teraz oświadczam, że nie chcę mieć dzieci. 2. Twoje ciało jest do tego stworzone Jest też stworzone do całej masy innych rzeczy. Może na przykład zwisać głową w dół nad przepaścią, praktykować jogę ze szczególnym namaszczeniem dla pozycji psa, a także uprawiać seks z kumplem z roboty, chociaż o większy temperament posądzałabyś otwieracz do konserw. Naprawdę – to, że coś się do czegoś nadaje, nie znaczy, że do tego ma służyć. MacBook także nadaje się na deskę do krojenia, a jakoś nikt nie sieka na nim cebuli. 3. Nikt się z Tobą nie ożeni Spoko, mogę żyć w nieślubnym związku. Pewnie, że może być o to afera. Że mogę zakochać się po uszy w mężczyźnie, który za szczyt szczęścia uzna gromadkę dzieci, niestety własnych. Ale może wtedy on mnie przekona. Albo ta miłość między nami. Bo gderanie osób postronnych działa na mnie jak zeszłoroczny śnieg. 4. Nie uśmiechasz się na widok cudzych bobasków? Nie. 5. Wszystkie Twoje koleżanki mają dzieci! Trzy czwarte z nich ma też nerwicę, a jedna piąta regularnie chce podciąć sobie żyły. Ale ogólnie są strasznie szczęśliwe i tylko czasem powtarzają w słuchawkę: „zabierz to wreszcie ode mnie”. 6. Ale teraz dla dzieci są takie ładne ubranka i zabawki! Dla dorosłych też. Wystarczy wejść sobie do butiku, w którym ceny zaczynają się tam, gdzie kończy się moja pensja. Ale rozumiem, że ktoś woli różowe śpiochy niż nową torebkę od Michaela Korsa. Nie, jednak nie rozumiem. 7. Będziesz później żałować A Ty żałujesz, że nigdy nie byłeś na Marsie? Że nie skakałeś przez płonące hula hop ani nie wydziergałeś polskiej flagi z włosów tajskiej dziewicy? Nie żałujemy rzeczy, których nie chcieliśmy. Płakanie za nieznanym jest jak wołanie do Yeti. Można, tylko po co? 8. Przecież to naturalny instynkt! Naturalnym instynktem jest też walka o terytorium czy zdobywanie pokarmu. A jakoś nie skaczemy sobie do gardeł i potrafimy po ludzku to obejść. Naprawdę, instynkty są całkiem nieźle tłumione. Nie wszystkie i nie u wszystkich ujawniają się z taką samą potęgą. 9. Kto się Tobą zajmie na starość? Albo jeszcze lepiej: na starość nikt Ci szklanki wody nie poda. I to jest bardzo ładna definicja, robiąca z dziecka podajnik na wodę. Z całym szacunkiem, ale ile jest rodzin, w których dzieciaki powyjeżdżały do innych miast albo państw? Ile z nich zjeżdża, kiedy rodziców przygniata starość? To przykre, ale tradycja zajmowania się rodzicami mocno już podupadła. Kiedyś mówiło się, że rodzice mają dzieci, żeby na starość to dzieci miały rodziców. Teraz każdy jest sam ze sobą. Jesteśmy pokoleniem egoistów, najwyższa pora wreszcie się z tym zmierzyć. Zresztą, rodzimy dzieci czy niańki? 10. Jesteś bezpłodna? A Ty, jak nie kupujesz pomarańczy, to jesteś biedna? Nauczmy się odróżniać świadome decyzje od chorób, ułomności, defektów. Jest coś takiego jak wolna wola, a także możliwość wyboru. Każdy z nas sam decyduje o swoim życiu i ciele. To, że wybieram drogę A, nie znaczy, że droga B została zamknięta. Każdy może iść, dokąd chce. fot. Odchowałam dziecko i chcę trochę pożyć, drugiego nie będzie - mówią niektóre mamy. - Dziecko powinno mieć rodzeństwo, zrobisz mu krzywdę jeśli pozostanie jedynakiem - przekonują cię znajome matki i kobiety w rodzinie. Dlaczego wiele z nas nie chce powtórnie zostać mamą? Oto ich powody. Masz dosyć ograniczenia wolności, rezygnacji ze swoich potrzeb, ciągłych wydatków - najpierw na pieluchy, potem nianie, przedszkola i korepetycje z matematyki. - Odchowałam jedno i nie chcę mieć drugiego dziecka - oznajmiasz bliskim, ale oni nadal usiłują przekonać cię do zmiany decyzji. - Nie mogę już słuchać koleżanek, które uważają, że dziecko musi mieć rodzeństwo, bo inaczej będzie samo i nieszczęśliwe - żali się akei5 na łamach forum eMama. - Oczywiście wypowiadają się tylko osoby, które rodzeństwo mają i nie wiedzą nic o życiu jedynaka. Ja sama jestem jedynaczką i nigdy mi rodzeństwa mi nie brakowało. Zresztą posiadanie rodzeństwa wcale nie gwarantuje, że będzie się miało na przyszłość bliską osobę. Niejednokrotnie znajomi i przyjaciele są nam bliżsi i można na nich bardziej liczyć niż na brata czy siostrę - przekonuje forumowiczka. Bezmyślność i egoizm? 28-letnia Kasia z Warszawy ma trzyletniego synka Mateusza i też uważa, że zdecydowanie się na drugie lub trzecie dziecko, nie mając odpowiedniej sytuacji finansowej jest bezmyślnością i Popatrz na takie dzieci. Nigdy nie wyjeżdżają na fajne wakacje czy ferie zimowe, nie mają zapewnionych modnych rzeczy, za którymi szaleją rówieśnicy. Znam takie rodziny, które ledwo wiążą koniec z końcem, ale "drugie dziecko być musi". A przecież dziecko nie chce czuć się gorsze, zwłaszcza w szkole i chce żeby było go stać na wakacje, wyjazd czy naukę języków obcych. To bzdura, że materialne sprawy się nie liczą - tłumaczy. - Mam koleżankę, która żyje na trzydziestu kilku metrach z dwójką dzieci, teraz planuje kolejne. Kasia podobnie jak akai5 uważa, że to skrajna bezmyślność, gdy pomimo braku pieniędzy i borykania się z codziennością, uporczywe się rozmnażasz. - Potem w szkole tacy rodzice nie mają 15 zł na ćwiczenie lub 40 zł na książkę. To jest zapewnienie dziecku normalnego poziomu życia? Z jednym dzieckiem mogliby to zapewnić - uważa akei5. Rodzeństwo to przereklamowana sprawa Zdaniem 35-letniej Natalii, mamy czteroletniej Leny, stereotyp, że dziecko powinno mieć rodzeństwo, bo jedynak będzie egoistą, także należy włożyć między bajki. Wszystko zależy od wychowania. - Sama jestem jedynaczką i tylko dlatego, że rodzice kupili mi mieszkanie- nie mam kredytu na 30 lat i mogę w spokoju wychowywać córeczkę nie tyrając od rana do nocy. Gdybym miała rodzeństwo, byłoby to niemożliwe - podkreśla. Natalia mieszka na supernowoczesnym osiedlu, ma dobry samochód i pięknie urządzone duże mieszkanie. - Trzeba myśleć głową. Mówienie o tym, że dziecko później samo zostanie, jest przesadą i histeryzowaniem. Moi rodzice mają rodzeństwo, ale i tak nie mogą na nie liczyć. Największą podporą są przyjaciele - powtarza Natalia za akei5. Wiem, że chcę jedno dziecko i fajne życie Nie chcę więcej dzieci z czystego egoizmu - nie kryje 30-letnia Magda, mama pięcioletniego Szymona. - Chcę wyjechać dwa razy do roku do ciepłych krajów, zimą na narty, pokazać mojemu dziecku świat. A nie żyć od pierwszego do pierwszego tylko po to, aby dziecko miało rodzeństwo. Jedynak zapewnia komfortowe życie, łatwiej go ze sobą zabrać, nie toczy bójek z rodzeństwem, nie rywalizuje o uczucia rodziców. Zdaniem Magdy jedno dziecko nawet lepiej się rozwija, bo od dzieciństwa ma dużo uwagi i wsparcia ze strony rodziców i dziadków. - Teraz mam ciekawe i wygodne życie. Zabieramy małego na weekendy do Barcelony czy Paryża, jeździmy na nartach w Dolomitach i korzystamy z życia jednocześnie realizując się jako rodzice. Taki styl życia mi odpowiada - podkreśla. Nie radzę sobie z macierzyństwem 29-letnia Monika, mama ośmiomiesięcznej Karolinki podkreśla, że macierzyństwo ją zaskoczyło i zniewoliło. - To było oczekiwane dziecko, ale miałam bardzo długi i trudny poród. Czułam się jakby przejechał po mnie czołg. Potem wykończyła mnie ciągła dyspozycyjność dziecku i uwięzienie w domu, bo mąż ma absorbującą pracę i późno wraca do domu, poza tym często wyjeżdża. Wszystko to źle wpłynęło na moją równowagę psychiczną. Pół roku trwała moja depresja poporodowa, dopiero niedawno stanęłam na nogi dzięki wsparciu leków. Nie chcę mieć kolejnego dziecka. Nawet siłą mnie nie zaciągną na salę porodową - zapowiada. Jestem za stara na kolejne dziecko Mama dwuletniego Dominika, 38-letnia Dagmara, uważa, że jest za stara na drugie dziecko. - Synka urodziłam gdy skończyłam już 35 lat i cieszę się, że jest zdrowy. Ale nie chcę ryzykować drugiego malucha w tak późnym wieku, bo nie czuję się na siłach by znosić kolejne obawy i niepokoje związane z późną ciążą: czy będzie zdrowe czy nie? Jestem też zmęczona fizycznie opieką nad żywym dwulatkiem i nie wyobrażam sobie urodzenia kolejnego dziecka, które wymaga na początku uwagi i oddania 24 godziny na dobę. To już nie dla mnie - zwierza się Dagmara. Bycie matką jest fascynujące. Szczególnie dla innych osób. Kiedyś pytali stale, kiedy będziesz miała dziecko, potem, kiedy rozwiązanie, zaglądając do wózka padały pytania o imiona i o to, czy karmisz, gdzie czapeczka i czy to dziecko całe w różowym to chłopczyk. Teraz, kiedy w końcu już jesteś mamą, notorycznie pada pytanie, czy będziesz mieć więcej dzieci. Zwykle nie bywam dłużna i pytam „a Ty”? I tutaj często pojawia się „yyyy, no… eeee”. A ja wiem na pewno i podpowiadam – jak poznać, że nie chcesz mieć więcej dzieci? FujWzdrygasz się na widok wymiotów, obślinionych śliniaczków, lepkiej buzi. Jako osoba bezdzietna nie wyobrażałaś sobie, że widok kupy pozostawi Cię niewzruszoną. A potem stajesz się matką i nawet wtedy, kiedy masz kupę za paznokciami, wzruszasz ramionami, przecierasz ręce zawsze znajdującą się pod ręką mokrą chusteczką i jedziesz dalej z koksem. Nic wielkiego. Kiedy dzieci podrosną, sama świadomość grzebania w pampersie znowu jest obrzydliwa. Kulki Małpie gaje, kulkolandy, aquaparki, zamknięte place zabaw, w których cały czas ktoś jęczy, piszczy, płacze lub krzyczy – zamiast przystanąć, sprawdzić cennik i wiek, od którego można dziecko zostawić, a samemu czmychnąć na zakupy, omijasz z daleka? To dobry znak tego, że nie chcesz mieć więcej dzieci. Słodkie ciuszki, piszczące zabaweczki, odjechane wózki, kocyki od projektantów Kupa złomu, nie robią na Tobie żadnego wrażenia? Ewentualnie w myślach wzdychasz na wspomnienie fortuny, którą w wielkich torbach wyładowanych różowym badziewiem hurtowo oddawałaś znajomym? Kocyk za 300 zł? Po Twoim trupie! I ile to tak naprawdę jest 31 miesięcy? Dlaczego producenci sprzętów dla dzieci każą Ci wysilać się matematycznie przy zakupie prezentu na urodziny roczniaka znajomych? Małe dzieci Nie roztapiasz się na widok noworodka? Nie płaczesz na reklamie ze szczeniaczkami? Widok kobiety w ciąży nie powoduje ukłucia zazdrości? Nie zapisujesz fajnych imion dla dzieci? Kiedy w rodzinie lub znajomym urodzi się dziecko, główną myślą, która Ci towarzyszy patrząc na słodkie zawiniątko jest „mnie nie oszukasz”! Ciąża, poród, połóg, karmienie na żądanie, pogryzione sutki, wstawanie w nocy bilion razy, ząbkowanie, odpieluchowanie, odsmoczkowanie? Podziękuję. Ciuchy Zamiast maminego dresu w szarym kolorze, który wszystko przyjmie, wygodnych butów na płaskim obcasie, spodni, w których można wykonywać dowolne akrobacje podłogowe, obowiązkowym kurku na głowie, który na szybko, niedbale zaplotłaś o 5 rano, ale o 5 po południu nadal masz na głowie i torby z Ikea, w której zmieści się pół lodówki przekąsek, ubranie na zmianę i na każdą pogodę, pięć ulubionych przytulanek, książeczki, smoczki, butelki, kocyki, pieluchy, zamiast tego kupujesz białą spódnicę, obcisłe rybaczki, szpilki, wiszące kolczyki i mikroskopijną torebkę. Tak, jesteś gotowa „wyjść z pieluch”. Mokre chusteczki Kiedyś wydawało Ci się, że wynalazca mokrych chusteczek powinien dostać Nobla za wyjątkowe zasługi dla ludzkości? Przecierałaś mokrymi chusteczkami i brudne buty i kokpit w samochodzie i kuchenny stół i zakurzoną szafkę? Piąteczka. Kto tego nie robił, chyba nie był prawdziwym rodzicem na polu walki. Otóż to mija i nastaje dzień, w którym tak bardzo nie chcesz znaleźć się na dziale dziecięcym w supermarkecie, że znowu radzisz sobie w życiu bez mokrych chusteczek. Waga po ciąży Nieuchronnie minął czas, w którym możesz sobie pozwolić na dowolną dietę, bo w końcu po co się spinać, skoro jeszcze nie zakończyłaś reprodukcji? Albo karmisz, albo jesteś w ciąży, albo pomiędzy jednym dzieckiem, a kolejnym. Schudniesz, kiedy rodzina będzie w komplecie. Kiedy nie chcesz mieć więcej dzieci, ta wymówka staje się lekko nieaktualna. Szczególnie, jeśli w ciąży byłaś ostatni raz 6 lat temu. Inni dorośli Twoi znajomi z „Mamy Antka”, „Mamy Zuzi”, „Taty Kazika”, zaczynają znowu mieć normalne imiona i spotykając się z nimi chcesz porozmawiać na inny temat niż przebieg ciąży, ząbkowanie i wybór przedszkola. O nie! Jest wiele niewiadomych w Twoim życiu – czy chcesz mieć psa? Może. Czy chcesz zmienić samochód? Kiedyś. Czy chcesz kupić dom? Prawdopodobnie. Jest jednak jedno pytanie, na które na pewno znasz odpowiedź i podajesz ją w każdej sytuacji i niezależnie od osoby pytającego bez zastanowienia, niemal krzycząc. Czy chcesz mieć jeszcze jedno dziecko? Nie! Nie! Na pewno nie!♦To pisałam ja, mama wkrótce sześcioletnich trojaczków. Na ten moment bardziej prawdopodobne wydaje mi się lądowanie na księżycu niż urodzenie kolejnego dziecka. Pozdrawiam w szpilkach i wiszących kolczykach. Zdjęcie: źródło. Nieźle się napracowałam, żeby napisać dla Ciebie ten post, uff. Teraz czas na Ciebie, razem tworzymy to miejsce. Będzie mi miło, jeśli pozostaniemy w kontakcie. Jest kilka opcji:iZostaw proszę komentarz. Dla Ciebie to moment, a dla mnie istotna mój fanpage na Facebooku, dzięki temu będziesz na ten tekst trafia do Ciebie – podziel się nim ze śledzić mnie na Instagramie, gdzie oprócz fotek moich dzieciaków znajdziesz całą masę zdjęć żarcia i butów! Na Ładne Bebe od lat przyglądamy się macierzyństwu z każdej strony. Rezygnacja z niego też jest takim kawałkiem, który chcemy poznać. Świadoma bezdzietność to jego istotna część. Dlaczego kobiety rezygnują z bycia mamą? Redakcja: Materiał ukazał się w styczniu ubiegłego roku, wracamy do niego, przypominając wasze ulubione publikacje z 2021. Wśród redaktorek Ładne Bebe jako jedyna nie mam dzieci i choć temat rodziny i macierzyństwa mnie fascynuje, nie mam potrzeby zgłębiać go z własnej perspektywy, nie łaknę tego doświadczenia. Coraz częściej obserwuję też, że te bardzo i te trochę bliskie mi osoby również nie planują zostać rodzicami. Trzydziestkę świętowaliśmy kilka lat temu, ale zupełnie nie słyszymy tykania mitycznego zegara biologicznego. Postanowiłam zapytać kilka młodych kobiet, dlaczego zdecydowały się nie zostać mamami. Co nimi kieruje? Czy ta decyzja to synonim egoizmu? A może przeciwnie – to wyraz troski? Czy bycie antynatalistką to zbrodnia przeciw ewolucji i społeczeństwu? Relacje moich bohaterek ułożyłam w formie wielogłosu, byście dojrzeli, że często się przeplatają. Uzupełniam go komentarzem Joanny Frejus – psycholożki zajmującej się wsparciem kobiet w okresie okołoporodowym: kobiet w ciąży i mam małych dzieci, kobiet z doświadczeniem poronienia i tych decydujących się na aborcję. Niechaj słowa terapeutki będę wstępem: Coraz więcej kobiet decyduje się nie rodzić dzieci z jednego, bardzo ważnego powodu. Bo może. WYBIERAM NIEZALEŻNOŚĆ Złośliwi nazywają świadomą bezdzietność wygodnictwem, a nawet egoizmem. Społeczeństwo z jednej strony przyjmuje fakt, że zostajemy rodzicami dużo później niż 30 lat temu, albo w ogóle z niego rezygnujemy, ale komentarze dotyczące rzekomo niezabezpieczonej przyszłości wciąż się pojawiają: Czasem słyszę, że będę żałować swojej decyzji, że kto mi poda tę słynną szklankę wody na starość, że to niedojrzałe czy egoistyczne. Zawsze wtedy podkreślam, że to moje życie i moje świadome wybory, a nie fanaberia, dodając, że nie oceniam cudzych, więc nie życzę sobie, aby oceniano moje. W zasadzie nie muszę się z tego tłumaczyć, ale jeśli mam energię, to staram się to robić, aby coś się zmieniło w powszechnym myśleniu – opowiada Paulina Klepacz, dziennikarka i edukatorka seksualna, współzałożycielka magazynu G’rls ROOM. Trzymając się słownikowej definicji egoizmu: „postawa życiowa nacechowana dbałością, wyłącznie lub przede wszystkim, o własne (bądź osób najbliższych) dobro”, możemy traktować wybór kobiet jako wyraz dbałości o siebie. Sabina Mejer, zajmująca się marketingiem i PR-em, od niedawna prowadząca z mężem agroturystykę w Kotlinie Kłodzkiej, tak wyjaśnia swoją decyzję: Czuję, że mój wybór jest pokierowany trochę kwestią samolubną. Bardzo lubię swoje życie, codzienność, do której tak bardzo się przyzwyczaiłam, przygody, podróże, niezależność. Czuję, że taka mała istota, wobec której musiałabym wszystko przearanżować, stanowiłaby dla mnie zbyt duże wyzwanie. Z drugiej strony, podobno posiadanie dzieci i strach przed samotnością na starość to właśnie samolubność… Słowa Sabiny i Pauliny potwierdza psycholożka Joanna Frejus: Wiele współczesnych kobiet decyduje się, bardzo świadomie, postawić swoje potrzeby, swoją własną niezależność na pierwszym miejscu. Obserwują doświadczenia innych mam w ich otoczeniu, znają opowieści swoich matek i babek, mają świadomość, że zostanie matką powoduje pewne ograniczenia, zamyka drogę do niektórych możliwości – i dodaje: I już słyszę ten protekcjonalny (najczęściej męski) głos, mówiący „Ale przecież tyle możliwości otwiera!”. Być może. Ale nie każda osoba musi mieć potrzebę i ochotę, żeby tego próbować. Idąc dalej tym tropem, niezależność związana z wyborem o niebyciu mamą to także poczucie wolności: Wierzę, oczywiście, że dzieci są ich największą miłością, ale często rozmawiam z mamami, od których ewidentnie wyczuwam minizazdrość, że jestem po prostu WOLNA – mówi Sabina Mejer. Niezależność to też często wybór wspólny, podejmowany w związku: Oprócz kwestii ekologicznych i filozoficznych, sporo mamy drobnych osobistych powodów, jak niechęci do ryzykowania zdrowia ciążą i porodem czy radość z bycia we dwójkę i chęć zachowania tej niezależności osobistej i finansowej, jaką daje bezdzietność – mówi o decyzji swojej i męża Kaya Szulczewska, prokobieca aktywistka, działaczka społeczna i artystka. ŚWIAT TO SŁABE MIEJSCE DO ŻYCIA Myśl o sprowadzeniu na planetę Ziemia nowego człowieka generuje rozmaite lęki – strach przed bólem, trauma, depresja, obawy związane z poronieniem. Motywy kobiet mają naturę emocjonalną i społeczną – obawiają się braku wsparcia. Kamila Raczyńska-Chomyn – instruktorka rekreacji ruchowej i pracy z ciałem, certyfikowana terapeutka BeBo Trening Dna Miednicy i doula, którą możecie kojarzyć jako edukatorkę Dobre Ciało, tak opowiada o swoich obawach: Jako kobieta w ciąży lękałabym się braku pomocy systemowej i opieki okołoporodowej. Tego, że gdyby nie znajomości, mieszkanie w Warszawie i bycie osobą uprzywilejowaną finansowo, nie mogłabym liczyć np. na regularną i bezpłatną fizjoterapię uroginekologiczną czy wsparcie laktacyjne. Kamila wspomina także o kwestiach ekonomicznych – Bałabym się o swoją karierę zawodową, o to, że jeśli bym wylądowała z maluszkiem w szpitalu, to najpewniej spałabym na karimacie na podłodze przy jego/jej łóżku, a mój mąż musiałby stać się jedynym żywicielem rodziny. Podobne obawy, spotęgowane troską o swój stan psychofizyczny ma edukatorka seksualna Paulina Klepacz: Znam bardzo dobrze swoje ciało, swój stan zdrowia i przypuszczam, że ciąża i poród byłyby dla mnie dużym obciążeniem. Po prostu się tego boję i nie chcę doświadczać. A jeśli dodamy do tego jeszcze słaby stan opieki okołoporodowej w naszym kraju, brak dostatecznego wsparcia dla matek, plus sytuację z aborcją, to naprawdę dla mnie nie są to warunki zachęcające do rozmnażania się. Kamila i Paulina zgadzają się też co do kwestii zawodowej – w ich przypadkach: edukacyjnej i wspierającej – której znaczącą częścią jest właśnie decyzja o nieposiadaniu dzieci. Paulina Klepacz wyjaśnia ją tak: Bardzo cenię sobie moją wolność, spełniam się w pracy zawodowej i w różnych aktywnościach poza nią, np. w szerzeniu seksedukacji. Naprawdę dużo się u mnie dzieje, a ja bardzo to lubię i nie chcę nic zmieniać. Z kolei Kamila Raczyńska-Chomyn jako osoba pracująca w dużej bliskości z kobietami, którym towarzyszy w porodach i połogach, może im przekazać swój czas i energię: Nie posiadając dziecka, mam więcej czasu na pracę, która jest koniec końców pracą opiekuńczą/pomocową i wymaga zasobów, jakie dziecko by mi pochłaniało. Zdecydowanie wolę swoje zasoby inwestować tak, żeby móc wesprzeć wiele osób na wielu polach, a nie nawigować ku dorosłości jedną istotę przez kawał mojego życia. Rozmaite obawy przed urodzeniem nowego człowieka dobrze puentują słowa Kai Szulczewskiej: Wcześniej kłóciły się we mnie dwa odczucia, bo z jednej strony lubię dzieci i fantazjowałam o sobie jako mamie w przyszłości, z drugiej – uważałam świat za słabe miejscem do życia. To przekonanie Kai zostało dawno temu przekute w pogląd filozoficzny, o którym przeczytacie w następnym akapicie. ANTYNATALIZM TO NIE ANTYDZIECIZM Wiele osób myli antynatalizm z bezdzietnością, a bezdzietni mogą jako jeden z głównych powodów swojej decyzji mieć właśnie niechęć do dzieci – wyjaśnia aktywistka Kaya Szulczewska. Czym w takim razie jest groźnie brzmiący antynatalizm? Kaya tłumaczy: to filozofia przypisująca narodzinom negatywną wartość, nie ze względu na niechęć do dzieci, a na filozoficzne stanowisko, które zakłada, że narodziny czy szerzej – powołanie na świat człowieka niesie ze sobą ogrom cierpienia, zarówno dla tego człowieka, jak i istot, które nieuchronnie będzie ranić czy zadawać im cierpienie, poprzez egzystencję, konsumpcję, zanieczyszczenie środowiska itd. Chodzi tu zatem o aspekt moralny, o którym traktuje południowoafrykański filozof i naukowiec David Benatar i który zahacza nieco o filozofię pesymizmu. Filozofowie antynatalizmu mają różne spojrzenia na te kwestię, ale łączy je teza, że lepiej się nie urodzić, niż żyć, ryzykując cierpienie swoje i innych. Jeśli ten pogląd wydaje wam się okrutny, Kaya wyjaśnia: To rozważanie nie dotyczy już istniejącego życia, antynataliści nie są więc za dzieciobójstwem, morderstwem czy samobójstwem, jak niektórzy sugerują, a rozważają czysto potencjalny byt kontra potencjalny niebyt. Antynatalizm nie jest też praktyką bezdzietności, znam rodziców małych dzieci, którzy patrząc na swoje pociechy i ich cierpienie doszli do tej filozofii. Znam rodziców, którzy dochowali swoje dzieci i z dystansu starszego pokolenia patrzą na to wszystko, rozumiejąc, że brak wnucząt, wcale nie jest taki zły, jak powtarzają im koleżanki z klubu seniora. Reasumując: kluczowe w tej filozofii jest przypisanie negatywnej wartości powoływaniu nowych żyć, a nie samemu życiu. Bazą antynatalizmu nie jest też nienawiść do dzieci. A co z nastawieniem do samych matek? Do kobiecych wyborów o rezygnacji z macierzyństwa? Kaya wyjaśnia: Antynatalizm nie jest też dokuczaniem kobietom w ciąży czy mamom małych dzieci. Zdarza się, że antynataliści są mizoginami, dokuczają matkom, ale to mizoginia, a nie antynatalizm. Antykobiece zachowania nie są podstawą tego nurtu filozoficznego, ale niestety mogą przytrafić się bez względu na liczbę potomstwa czy wyznawaną filozofię życia. Żyjąc w patriarchacie, ludzie często nieświadomie powielają mizoginię, zakładając na nią różne maski. WYBIERAM BEZDZIETNOŚĆ, BO DBAM O PLANETĘ Coraz częściej rezygnacja z macierzyństwa czy ojcostwa jest łączona z kryzysem klimatycznym. Bank Światowy ocenia, że jedna osoba wytwarza średnio emisję 5 ton dwutlenku węgla rocznie, Amerykanie – trzy razy tyle. Na portalu czytam, że badania Guardiana wykazują, iż posiadanie jednego dziecka mniej zapobiega emisji około 58 ton dwutlenku węgla rocznie. Ślad węglowy to jedno, ale na świecie jest nas po prostu za dużo – prawie 8 miliardów ludzi, podczas gdy Matka Ziemia może utrzymać jakieś 1,5 miliarda. O niszczeniu planety i o tragicznej wizji jej przyszłości opowiada z czułością i smutkiem sir David Attenborough. Motywacja antynatalizmu jest dziś też coraz częściej związana z dbałością o planetę, upraszczając: nie chcę sprowadzać na ten przeludniony świat kolejnych osób. Wbrew pozorom, może ona być też wyrazem ogromnej troski: nie chcę sprowadzać dziecka na świat, o którym nie wiemy, jak będzie wyglądał za kilkadziesiąt lat – wyjaśnia psycholożka Joanna Frejus. Każda z moich rozmówczyń odniosła się wyraźnie do tej kwestii. Kamila mówi o swoich obawach: Bałabym się, że musiałabym patrzeć, jak moje dziecko rośnie i dojrzewa na planecie, która ledwo zipie przez nasz gatunek i dodaje: uważam, że sprowadzanie na świat nowych ludzi w dobie kryzysu klimatycznego i migracyjnego jest co najmniej niewłaściwe. Jest nas za dużo na kuli ziemskiej, nasz gatunek rozpanoszył się i będziemy ponosić konsekwencje naszych egoistycznych działań. O przeludnieniu jako jednym z głównych motywów opowiada też Sabina Mejer: Współczesnym, największym zagrożeniem dla świata są ludzie i to, co wyrządzamy naszym ciągłym, niepohamowanym rozpychaniem się Planecie. Jest nas po prostu za dużo! Jaką przyszłość mamy dać dzieciom w świecie, który naprawdę zaraz przestanie istnieć w takiej formie, jaką znamy dziś? Kamila Raczyńska-Chomyn, fot. Monika Woreta-Jupa Wszystkie rozmówczynie traktują ten temat dwojako: myśląc o dobru Matki Ziemi i trosce o sprowadzanemu na świat człowiekowi. Sabinie i Kamili wtóruje Paulina: Rzeczywistość, w której żyjemy, nie jest przyjazna, stoimy u progu katastrofy klimatycznej. Nie chciałabym skazywać mojego potomstwa na życie w złych warunkach i pogarszać jego istnieniem stanu Ziemi. Powstają już oficjalne grupy zrzeszające osoby świadomie rezygnujące z rodzenia dzieci, jak BirthStrike, na Instagramie pojawił się też #birthstrike – to wyraz lęku przed klimatycznym armagedonem. Nieposiadanie dzieci nie jest już kwestią tabu, nie jest też pejoratywnie rozumianym egoizmem, ba – można o nim mówić w kategoriach altruizmu. Kaya Szulewska argumentuje: Nie chcę tworzyć nowego konsumenta, nawet gdyby potencjalnie miał wynaleźć sposób na rozkładanie plastiku czy samochody zasilane wodą. Tutaj, gdzie żyjemy, naprawdę konsumpcja jest nieuchronna i w moim odczuciu wybór bezdzietności jest wyborem ekologicznym. Młode kobiety zupełnie serio traktują temat kryzysu klimatycznego w kontekście powiększania się liczby ludzi, na który mają – cząstkowy indywidualnie, ale zbiorczo ogromny – wpływ. Kaya Szulczewska pyta: Czy miałabym powiedzieć dziecku „Sprowadziłam cię na świat, bo byłam ciekawa, czy będziesz mieć oczy zielone po mamie, czy niebieskie po tacie, a na katastrofę klimatyczną zamknij te piękne oczy i idź dalej”. NIEMAMA KONTRA RESZTA ŚWIATA Jak na decyzję moich bohaterek reagują ich bliscy: przyjaciele, znajomi i rodzina? Chyba mam olbrzymie szczęście, ale jakoś przypadkowo w moim życiu ułożyło się tak, że większość moich bliskich znajomych również nie ma dzieci z wyboru. Mam też bardzo, bardzo wspierającego męża, który akceptuje moją decyzję i póki co jesteśmy bardzo szczęśliwi w dwójkę – mówi Sabina Mejer. Ciekawa jest też perspektywa rodziców, szczególnie w przypadku Pauliny Klepacz, która nie ma rodzeństwa: Moi rodzice są pogodzeni z tym, że nie będą mieć wnucząt – choć chcieliby – tym bardziej że jestem jedynaczką. Mają swoje pasje i aktywności po pracy, są w bliskim kontakcie z dzieciakami z naszej rodziny, więc nie narzekają. Dla nich najważniejsze jest to, żebym była szczęśliwa, więc wspierają mnie w moich wyborach, za co jestem im bardzo wdzięczna. Z podobnym wsparciem od bliskich spotyka się Kaya Szulewska, która od kilku lat otwarcie mówi o swojej bezdzietności, także publicznie – na Instagramowym koncie @kayaszu. Bardziej kontrowersyjne są reakcje, z którymi spotyka się online: Jeśli są jakieś uwagi, jakieś docinki, to najczęściej od nieznajomych w internecie, którzy radzą mi się zabić albo piszą, że będę żałować. W rodzinie już każdy pogodził się z naszą decyzją. Mąż zrobił kilka lat temu wazektomię, o czym też bez ogródek mówimy, więc decyzja wydaje się na tyle dobrze przemyślana i nieuchronna, że ludziom odechciało się nas nagabywać o dzieci. Nurtujące jest też, jak kobiety, które nie chcą mieć dzieci, oceniają mamy – czy ich niechęć do posiadania potomstwa przekłada się na negatywny odbiór macierzyństwa? Kaya uważa, że nie można wrzucać wszystkich decyzji do jednego worka. Według niej egoistami są rodzice, którzy decydują się na dzieci z egoistycznych powodów, reszty stara się nie oceniać, biorąc pod uwagę, że sporo ludzi nie zastanawia się nad pobudkami, kierując się na przykład presją społeczną. Bierze też pod uwagę kwestie religijne czy aksjologiczne – rodziców, którzy danie światu nowego człowieka traktują altruistycznie. Kamila odpowiada z perspektywy osoby towarzyszącej kobietom podczas porodu i połogu: Uważam, że nie powinno się rodzić więcej ludzi, ale jeśli ktoś podejmuje decyzję o zastaniu rodzicem, to ja zrobię, co w mojej mocy, żeby to doświadczenie było dobre i godne. Żeby poród i połóg nie był traumą, żeby doświadczenie poronienia nie zostawiło po sobie zespołu stresu pourazowego i żeby każda rodząca osoba czuła, że nie idzie w ten żywioł sama. * Wiemy, że Ładne Bebe czytają też kobiety, które nie są (jeszcze) mamami. Cieszy nas to, że do nas zaglądacie! Czy wśród was są osoby, które świadomie zrezygnowały z macierzyństwa? Pokażcie się, dajcie znać, co wami kieruje – chętnie się temu przyjrzymy.

nie chcę mieć więcej dzieci