Pracownica kostnicy zaszła w ciążę z trupem. 38-letnia Felicity Marmaduke pracowała w kostnicy. Jej przełożeni byli niezwykle zadowoleni z kobiety, która sumiennie wykonywała swoją pracę i w pełni się jej poświęcała. Nikt nie przypuszczał, że za zamkniętymi drzwiami kostnicy regularnie dochodziło do aktów nekrofilii i
Wtedy doświadczamy, że Słowo Boże jest prawdą! Bóg stoi mocno za Swoim Słowem. Maria zaszła w ciążę dokładnie tak, jak zapowiedział jej anioł. Maria wywyższała Boga, a nie siebie. Maria miała bardzo szczere usposobienie. Ona wierzyła zupełnie Bogu i była mała w swoich własnych oczach.
Prokuratura Rejonowa w Wolsztynie prowadzi śledztwo w sprawie 13-latki, która zaszła w ciążę. Ojcem ma być dwudziestokilkuletni mężczyzna.
Wyjaśniamy przepisy. Co jakiś czas słyszymy, że za brak płynu do spryskiwaczy grozi mandat. Jest nawet określona jego kwota: 500 zł. Wielu kierowców jest przekonanych, że ma obowiązek wozić ze sobą pięć litrów środka do czyszczenia szyb samochodowych. Co mówią przepisy?
Kiedy żona zaszła w ciążę, nie posiadał się z radości. Mama jednak zauważyła, że kobieta źle wygląda i posłała po lekarza, który stwierdził nieprawidłowe położenie płodu i stanowczo oświadczył, że poród powinien odbierać lekarz, a nie, jak to było w zwyczaju, akuszerka. źródło: NKJP: Danuta Koral: Wydziedziczeni, 1997
Obywatelka Ukrainy przekroczyła granicę 01.03 br. W trakcie pobytu w Polsce zaszła w ciążę (koniec kwietnia). Wnioskodawca, który zapewnia jej zakwaterowanie i wyżywienie złożył wniosek o świadczenie – przedłużenie, na kobietę (w ciąży) i jej 8-letniego syna.
. Po otrzymaniu wiadomości o ciąży uklękła w laboratorium, w którym wykonano testy i podziękowała Bogu i Maryi. „Naprawdę chciałam mieć syna” – Życia, zorganizowany w Wenezueli przez episkopat tego kraju, umożliwił odkrycie prawdziwych historii kierowanych „ręką Boga”. Jedną z nich jest piękne doświadczenie 38-letniej Omareny Caroliny García Perníi, która jest nauczycielką w stanie Táchira. Wbrew wszelkim przeciwnościom zaszła w marca 2022 r. w kościele San José w mieście San Cristóbal Omarena przedstawiła swojego dwuletniego w laboratorium, dziękuje BoguMimo zabiegów medycznych i intensywnego pragnienia bycia matką, Omarena nie mogła zajść w ciążę. Powody były biologiczne: poziom hormonów nigdy nie osiągnęły odpowiednich wartości, by możliwe było przylgnęła do wiary w Boga i Maryję. Gorąco powtarzała modlitwy, których nauczyła się jako dziecko i mówiła Bogu o swoich trudnościach. Można powiedzieć, że narodziny Juana Josué, który ma już dwa lata i trzy miesiące, były zasługą jej miłości do niedzielę 31 marca 2019 r. jej przyjaciel Milagros del Valle Peña z Projektu Nadzieja w diecezji San Cristóbal zaprosił ją na mszę, która miała się odbyć w kościele San José. Były tam kobiety w ciąży, które prosiły o błogosławieństwo, i te, które – podobnie jak ona – z różnych powodów nie mogły jeszcze zostać jako ostatnia wstała i stanęła przed ołtarzem. W swoich modlitwach powiedziała już „bądź wola Twoja”. Również z wielką wiarą udała się przed wizerunek Matki Boskiej Mlecznej i Pocieszenia z Tariby.„Kiedy ksiądz miał kończyć udzielanie błogosławieństwa kobietom, które wstały przede mną, nadszedł czas, aby zamanifestować swoją wiarę. I Bóg uczynił dla mnie cud” – powiedziała.„Kilka dni później zaczęłam się dziwnie czuć: nie chciałam czesać włosów, przeszkadzało mi ubranie… Jednak dopiero 2 maja 2019 r. zrobiłam test ciążowy. Rzeczywiście, poczęłam mojego syna Juana Josué Pulido Garcíę”.Po otrzymaniu wiadomości o ciąży uklękła w laboratorium, w którym wykonano testy i podziękowała Bogu i Maryi. „Naprawdę chciałam mieć syna” – dodaje.@DiocesisSCZaraz potem zadzwoniła do Jesúsa Eduardo Pulido Moreny, ojca dziecka, i poprosiła, by zabrał ją do Domu Modlitwy Marii de Jerusalem. Tam powiedziała mu: „Mam dla ciebie wiadomość, jestem w ciąży!”. To była wyjątkowa chwila dla nich obojga. Uściskali się i dziękowali Bogu za spełnienie ich wieloletnich marzeń. 19 grudnia 2019 roku na świat przyszedł chłopiec Juan Josué, i napełnił radością swoich dumnych Omareny dla kobietOmarena Carolina García Pernía poprzez Aleteię chciała przekazać przesłanie nadziei kobietom, które tak jak ona chcą być matkami:„Przede wszystkim musimy modlić się z miłością i oddaniem do naszego Boga i Maryi Panny, bo z wiarą wszystko jest możliwe i to piękne marzenie o byciu matkami spełni się w najmniej oczekiwanym dniu”.Tydzień Życia w WenezueliRadość Omareny i wielu kobiet takich jak ona nadal motywuje Kościół. Głównie do tego, aby co roku w uroczystość Zwiastowania Pańskiego obchodzony był Tydzień Życia. W tym roku odbył się w dniach 20-27 marca 2022 r., a jego hasło brzmiało: „Strzeż całego życia”.Jak co roku, o. José Alirio Zambrano, doradca duszpasterstwa rodzinnego diecezji San Cristóbal, pobłogosławił kobiety w ciąży oraz te, które tęsknią za byciem matką. Zrobił to ponownie w kościele, w którym modliła się Omarena w 2019 roku. „Musimy zachowywać się jak miłosierny ojciec z Ewangelii, z miłością witać nasze dzieci, ponieważ zawsze będą błogosławieństwem od Boga” – powiedział o. Zambrano.„Ochrona dziecka jest naszym chrześcijańskim obowiązkiem. Ale bronimy nie tylko życia dziecka, ale także życia matki, jej życia fizycznego, psychicznego, emocjonalnego i duchowego” – powiedział wenezuelski ksiądz.@DiocesisSCPowiedzieć życiu „tak”Aracelys Domínguez z Projektu Nadzieja, programu duszpasterstwa rodzin, wyjaśnił, że ta organizacja jest odpowiedzialna za obronę lub ratowanie dzieci przed aborcją. Robią to, motywując i wspierając mamy, aby zgodziły się na że aborcja ma dwie ofiary: dziecko, które ginie w łonie matki, oraz matkę, która doświadcza syndromu poaborcyjnego (PAS) z objawami takimi jak: smutek, depresja, poczucie winy, zaburzenia snu, koszmary senne, problemy z apetytem, częsty płacz, zmiany w relacjach zaznaczył, że Projekt Nadzieja zapewnia także wsparcie duszpasterskie kobietom, które cierpią z powodu PAS, aby mogły przezwyciężyć traumy, powrócić do zdrowia i odnaleźć nadzieję i sens życia.
Arcyksiężniczka austriacka Maria Antonina: młodość, małżeństwo, dzieci Pochodzenie i młodość Marii Antoniny Maria Antonia Józefa Joanna Habsburg, arcyksiężniczka austriacka, powszechnie znana jako Maria Antonina, urodziła się 2 listopada 1755 roku w pałacu w Hofburgu. Była 15 z kolei dzieckiem Marii Teresy Habsburg i Franciszka I Lotaryńskiego. Mówi się, że odziedziczyła po matce blond włosy, gładką, perłową cerę, piękne błękitne oczy i łabędzią szyję. Podobno tuż po urodzeniu Marii Antoniny w głowie Marii Teresy zaświtał pomysł sojuszu z Francją wymierzonego przeciwko Prusom, zaś Maria miałaby zostać królową francuską. Dzieciństwo Maria Antonina spędziła w Hofburgu oraz w nazywanym wiedeńskim Wersalem Schönbrunn, będącym letnią rezydencją rodziny cesarskiej. W wieku 7 lat miała okazję spotkać małego Wolfganga Amadeusza Mozarta. Kiedy miała zaledwie 9 lat 18 sierpnia 1765 roku w wyniku ataku apopleksji zmarł jej ojciec. To był zresztą trudny czas dla rodziny. Dwa lata później jej siostra Maria Krystyna niemalże zmarła przy porodzie, śmierć poniosła zaś jej córka. Natomiast w wyniku epidemii ospy najpierw zmarła żona Józefa II, brata Marii Antoniny a później zachorowała sama Maria Teresa Habsburg. Na ospę zmarła też inna z sióstr Antonii, Maria Józefa. Przygotowania do małżeństwa Marii Antoniny Habsburg, ciekawostki Niedługo później miały już zapaść decyzje co do małżeństwa 12-letniej wtedy Marii Antoniny. Pierwsze rozmowy w tej kwestii zostały podjęte jeszcze, kiedy Maria miała 6 lat, jej mężem miał zostać delfin Francji Ludwik August Burbon. Zawarcie tego małżeństwa natrafiło jednak na pewien problem, otóż strona francuska oczekiwała od przyszłej żony następcy tronu pewnego poziomu i znajomości języka francuskiego, gdy tymczasem Maria Antonina ledwie potrafiła pisać, robiła liczne błędy ortograficzne, nie była w ogóle oczytana, jej wiedza historyczna była niemalże zerowa, trochę tylko potrafiła się porozumieć po włosku, natomiast nauka języka francuskiego szła jej niezwykle ciężko. Maria Teresa zadecydowała zatem o położeniu szczególnego nacisku na tę ostatnią kwestię. Języka, jak i historii Francji uczył ją wtedy przysłany z Francji opat nazwiskiem Vermond, pod którego kierunkiem arcyksiężniczka austriacka nadrobiła zaległości i w ciągu roku nauczyła się w pewną swobodą mówić po francusku. Sama Maria Teresa intensywnie starała się ją przygotować do roli przyszłej królowej Francji. W dniu 6 czerwca 1769 roku w imieniu delfina o rękę mającej wtedy 13,5 roku Marii poprosił francuski ambasador. Jeszcze przed ślubem Maria Antonina 17 kwietnia musiała zrzec się praw do sukcesji oraz terytoriów austriackich, przypadających jej w spadku. Już dwa dni później w kościele Augustianów zostało zawarte małżeństwo per procura, zaś 21 kwietnia 1770 roku Maria Antonina wyruszyła w drogę z Wiednia do Wersalu. Małżeństwo z Ludwikiem XVI, dzieci przyszłej pary królewskiej, ciekawostki 7 maja nastąpiło formalne przekazanie Marii Antoniny Francji, przy czym nie pozwolono jej zabrać ze sobą nikogo z jej orszaku. Przydzielona arcyksiężniczce austriackiej hrabina Annę Klaudię de Noailles, ciągle jej pilnowała. Sama Maria Antonina wręcz jej nienawidziła, nazywając ją Madame Etykieta. Maria Antonina miała zresztą z początku problemy z zaadaptowaniem się do etykiety Wersalu. 14 maja miała już możliwość poznania ówczesnego króla Francji i Nawarry Ludwika XV. Wywarła na nim pozytywne wrażenie, w przeciwieństwie do przyszłego Ludwika XVI. Właściwy ślub odbył się 16 maja 1770 roku w Wersalu. Po całej ceremonii para była tak zmęczona, że nie doszło nawet do nocy poślubnej. Ich związek zresztą nie doczekał się pożycia przez długie lata. Jak się okazało jedną z głównych przyczyn była przypadłość Ludwika XVI: stulejka, która leczona była wtedy chirurgicznie bez znieczulenia i na której operację nie mógł się zdecydować. Zmieniło się to dopiero w roku 1777. Maria Antonina w roku 1778 zaszła w ciążę i 19 grudnia urodziła córkę, której nadano imiona Maria Teresa. Wbrew panującemu wtedy pseudomedycznemu obyczajowi (matka karmiąca piersią jest bezpłodna) przez pewien czas Maria Antonina karmiła nawet córkę. W kolejnym roku poroniła. Jednak już w roku 1781 ponownie zaszła w ciążę i tym razem urodziła syna, który otrzymał imiona Ludwik Józef. 27 marca 1785 roku urodziła kolejnego syna, Ludwika Karola. Natomiast 9 lipca 1786 roku urodziła się jej kolejna córka, Zofia Beatrycze, która zmarła w 1787 roku nie przeżywszy nawet roku. 4 czerwca 1789 roku zmarł delfin, który od lat ciężko chorował, prawdopodobnie na gruźlicę kręgosłupa. A może zainteresuje cię także ten artykuł na temat Lwudwika XVI? Maria Antonina jako królowa Francji i Nawarry Życie Marii Antoniny jako królowej: wczesny okres jej panowania, ciekawostki 10 maja 1774 Ludwik XV zmarł na ospę. Ludwik XVI i Maria Antonina nie czuli się wtedy na siłach objąć stery rządów. Chociaż młoda para królewska nie mogła nie zdawać sobie sprawy z trudnej sytuacji ekonomicznej Francuzów, to jednak zignorowane zostały sugestie co do urządzenia skromnej ceremonii. Przeciwnie: ceremonia koronacji męża Marii Antoniny na kolejnego króla Francji i Nawarry w dniu 11 czerwca 1775 roku odbyła się z pełnym przepychem. Na początku rządów Ludwik XVI nie zamierzał w ogóle angażować żony w politykę, Maria Antonina zaś uważała, że jej mąż się na niej zwyczajnie nie zna. Później kością niezgody pomiędzy małżonkami stała się obsada stanowisk, gdzie z grę wchodził lubiany przez Marię Antoninę Choiseul, który zresztą wcześniej współorganizował jej małżeństwo. Został on wygnany, jednakże pod wpływem żony Ludwik XVI zgodził się na jego powrót. Za samo zaangażowanie po stronie Choiseula, jeszcze wcześniej, w kontekście planów jego powrotu na stanowisko, Maria Antonina została zresztą skrytykowana zarówno przez brata, jak i matkę. Maria Teresa pytała wręcz w liście jakie ma ona prawo do mieszania się w sprawy państwowe stwierdzając jednocześnie, że są to intrygi godne Madame de Pompadour lub du Barry. Dość wcześnie lud Francji zaczął tworzyć wymierzone w Marię Antoninę pamflety, oskarżając ją o marnotrawienie pieniędzy, posiadanie kochanków, a nawet relacje homoseksualne z damami dworu. W tym pierwszym zarzucie było jednak dużo prawdy: Maria Antonina była wręcz uzależniona od gry w karty na pieniądze. Kiedy rząd Francji prawnie ograniczył możliwości uprawiania hazardu, za przyzwoleniem króla zorganizowała w Wersalu swoisty dom gry. Jej długi sięgnęły pół miliona liwrów, ale zostały bez wahania spłacone przez Ludwika XVI. Zmieniła swoją postawę dopiero po wizycie brata, Józefa II, który ją w tej kwestii upomniał. Tymczasowo wróciła do zgubnych rozrywek po wspomnianym już wcześniej poronieniu. Sytuacja we Francji zaczyna się pogarszać, trudne życie pary królewskiej Sprawy finansowe zostały wyciągnięte na światło dzienne w przededniu rewolucji francuskiej. W roku 1787 odpowiedzialny za kontrolę wydatków de Calonne ogłosił bankructwo Francji i upublicznił księgi rachunkowe dworu królewskiego. Opinia publiczna zwróciła się przeciwko królowej, nadając jej miano Madame Deficyt. Stała się w pewnym sensie kozłem ofiarnym, bowiem nikt nie kwestionował wydatków Wersalu, jak i przede wszystkim Ludwika XVI. Sam król zdymisjonował de Calonne’a i nakazał mu wyjazd do Lotaryngii. Podobny wizerunkowy efekt końcowy miała afera naszyjnikowa z roku 1785, po której to królowa była uważana za chciwą i mściwą, a rzeczywista winowajczyni, intrygantka i złodziejka, hrabina de La Motte za jej ofiarę. Ta ostatnia wydała nawet w Londynie szkalujące królową Francji i Nawarry wspomnienia. Ludwik XVI i Maria Antonina w ślubnych kreacjach Kryzys w państwie się pogłębiał. Ludwik XVI wydawał się zbyt słaby, aby rządzić, inicjatywę spróbowała zatem przejąć Maria Antonina. Zaproponowała osobę arcybiskupa Tuluzy Loménie de Brienne na miejsce de Calonne’a, planowane przez niego reformy finansowe miały uderzyć głównie w warstwy dotąd uprzywilejowane. Sama królowa starała się dać przykład i zatwierdziła zlikwidowanie 173 stanowisk na dworze, niemalże zawiesiła wydatki na stroje oraz przestała organizować bale. Sytuacja pogarszała się jednak w dalszym ciągu. Rewolucja francuska, aresztowanie i więzienie, śmierć Marii Antoniny Wybuch rewolucji, postawa Marii Antoniny, ciekawostki Wydarzenia zaczęły nabierać tempa. Rewolucja francuska stała się faktem. Zdobyta została Bastylia. Stopniowo ze strachu otoczenie królowej opuszczały kolejne zaufane osoby. Sami ministrowie wiedząc o poziomie gniewu wśród ludu zalecali jej wyjazd, ale ona odmawiała. Paryż był już wtedy pełny szkalujących ją pamfletów, zaś w atakach prym wiódł książę Orleanu. Później miał miejsce słynny marsz kobiet na Wersal, kiedy to królowa i jej dzieci musieli schronić się w komnatach króla. To wtedy para królewska została zmuszona do przeprowadzki z Wersalu do Tuileries, gdzie w podniszczonym pałacu Maria Antonina starała się jakoś zorganizować życie swojej rodziny. Próbowała również wpłynąć na ustabilizowanie sytuacji we Francji, dużo pracowała, przyjmowała polityków, poszukiwała możliwych rozwiązań. W tym też czasie ona lub król przekupili członka Konstytuanty, hrabiego de Mirabeau, który miał odtąd pracować na rzecz króla. Po śmierci hrabiego Maria Antonina zabiegała o wsparcie za granicą wysyłając posłańców do Hiszpanii, do Holandii, do swojego brata Leopolda II, nowego cesarza Austrii, lecz bez rezultatu. Para królewska podjęła jeszcze w czerwcu 1791 roku próbę ucieczki, rozpoznano ich jednak i zmuszono do powrotu. W drodze powrotnej tłum krzyczał „śmierć Austriaczce, łajdaczce, dziwce”. Maria Antonina zmieniła wtedy taktykę. Oficjalnie zgadzała się na wszystkie narzucone prawa, próbując wciąż listownie pozyskać sojuszników za granicą. Ponownie bez rezultatu. A najgorsze miało dopiero nadejść. Aresztowanie pary królewskiej, proces i śmierć Ludwika XVI oraz Marii Antoniny 10 sierpnia para królewska opuściła Tuileries, które zostało potem zdobyte przez rewolucjonistów. 13 sierpnia rodzinę królewską umieszczono w Temple. W tym czasie tłum zamordował jej przyjaciółkę, księżną de Lamballe i przed Temple starali się pokazać królowej jej głowę wbitą na pikę… 21 września 1792 roku obalona została monarchia, 21 stycznia 1793 roku ścięty został Ludwik XVI. 3 lipca Marii Antoninie odebrano jej syna, Ludwika Karola grożąc, że w przeciwnym razie zostanie zabity. Zmarł później na gruźlicę. Sama Maria Antonina 2 sierpnia została przeniesiona. Jej nowym miejscem osadzenia stało się więzienie La Conciergerie, gdzie jako więźniarkę numer 280, oskarżoną o zdradę Francji w zmowie z obcymi mocarstwami została osadzona w zapleśniałym lochu. Drastycznie pogorszył się wtedy stan jej zdrowia. 14 października wychudzona i blada po raz pierwszy stanęła przed sądem. Przedstawiano ją jako „Wdowę Kapet”. Odpowiadała rzeczowo na stawiane jej zarzuty. Posunięto się jednak nawet do tego, że zmuszono jej syna do podpisania oświadczenia o utrzymywaniu kazirodczych relacji z matką, które przedstawiono przed sądem. Została skazana na karę śmierci. Egzekucja miała się odbyć 16 października 1793 roku. Kat jeszcze w celi obciął jej włosy. Na Plac Rewolucji została przewieziona wozem zaprzężonym w jednego konia, z rękami związanymi za plecami. Na samym Placu sama zdecydowanym krokiem weszła na schody prowadzące do szafotu, potrącając po drodze kata, którego tuż potem za to przeprosiła. Autor: Herbert Gnaś Bibliografia: J. Baszkiewicz, Ludwik XVI, Ossolineum, Wrocław Craveri, Kochanki i królowe. Władza kobiet, Wydawnictwo Warszawa Morató, Królowe przeklęte, Świat Książki, Warszawa 2014. Czy ten artykuł był dla Ciebie pomocny? Dla 99,6% czytelników artykuł okazał się być pomocny
fot. Adobe Stock, New Africa Mimo że nie mogłem narzekać na brak gości ani życzeń z okazji moich pięćdziesiątych piątych urodzin, czegoś mi brakowało. Co i rusz dyskretnie sprawdzałem komórkę, czy przypadkiem nie przyszedł SMS, mail albo chociaż lajk na Facebooku. Cokolwiek, co by świadczyło o tym, że któreś z dzieci pamięta, że wybaczyło… Dziesięć lat temu zakochałem się jak wariat. Nie widziałem niczego ani nikogo poza Irmą. Dwadzieścia lat młodsza, wolna i też szaleńczo we mnie zakochana. To było takie ekscytujące, czułem się znowu młody, przystojny, pożądany. Oczywiście ukrywałem swój romans przed żoną i prawie już dorosłymi dziećmi. Wydawało mi się, że to możliwe, by starannie rozdzielać te dwie strefy. Z jednej strony uporządkowane życie z Marią, wyprane, wyprasowane i poukładane, domowe obiadki i rodzinna atmosfera, z drugiej – fascynujące, ukradkowe randki z Irmą i fantastyczny seks. Jakoś wtedy nie wybiegałem myślami w przyszłość, żyłem chwilą. Wszystko się skomplikowało, gdy po jakimś roku Irma zaszła w ciążę. Zaczęła wtedy naciskać na sformalizowanie naszej relacji. W końcu postawiła mnie pod ścianą, a ja uległem. Wyprowadziłem się z domu i wystąpiłem o rozwód. Dla mojej rodziny to był szok. Na tyle potężny, że Maria wpadła w depresję, nawet łyknęła jakieś tabletki i wylądowała na OIOM-ie. Tłumiłem wyrzuty sumienia i pocieszałem się, że to rodzaj szantażu emocjonalnego, próba zwrócenia uwagi na swój ból i zrobienia ze mnie tego złego, sposób, bym wrócił do domu. Ale tak naprawdę ani Maria, ani nasze już odchowane dzieci nie potrzebowały mnie tak jak Irma i maleństwo w jej brzuchu. Otrząsną się i będzie dobrze. Z czasem wszystko się ułoży. Tak sobie mówiłem, tak się łudziłem… Starałem się rozmawiać z dziećmi jak dorosły z dorosłymi, jakoś im to wytłumaczyć, myślałem, że zrozumieją, w końcu same już wchodziły w wiek, w którym zawiera się pierwsze związki. Zaprosiłem syna na piwo i może niezbyt udolnie przedłożyłem swoje racje. Patrzył na mnie z autentyczną odrazą. Jak na wroga. – Teraz mi to mówisz? Bredzisz o miłości i odpowiedzialności, kiedy bękart w drodze? Nie uważasz, że już za późno? Sorry, ojciec, ale ja tego nie łykam. To nie był skok w bok, który drugi facet byłby w stanie zrozumieć. Ty miałeś regularny romans! Zdradzałeś mamę, oszukiwałeś nas wszystkich, skakałeś z jednego łóżka do drugiego, i pewnie do dziś nic byś nie powiedział, gdybyś nie zrobił tamtej brzucha. Nawet zabezpieczać się nie umiesz! Albo cwaniara złapała cię na najstarszy numer świata. Nie licz na moje zrozumienie. Nie po tym, jak mama… – podniósł się tak gwałtownie, że szklanka z piwem niebezpiecznie się zakołysała, i prawie wybiegł z pubu. Powinienem bić mu brawo za lojalność, szczerość, ale potrafiłem myśleć tylko o tym, że skoro nie udało mi się z synem, to może trafię do córki. Moja królewna, z której byłem niesamowicie dumny, przebywała wtedy na wymianie studenckiej w Stanach, dlatego napisałem do niej długi mail. Zwierzałem się w nim, jaki wreszcie jestem szczęśliwy, pisałem, że wkrótce będzie mieć małego braciszka, i że w moim nowym domu zawsze będzie dla niej miejsce. Dołączyłem do listu zdjęcie Irmy. Liczyłem na to, że Natalia znajdzie z nią wspólny język, w końcu były prawie rówieśniczkami. Długo czekałem na odpowiedź, a kiedy przyszła, zmroziła mnie swoim chłodnym sarkazmem. Natalia napisała, że brata to ona już ma, i to całkiem sporego, ma również matkę, której mało nie zabiłem, i to już wystarczy, by mnie wykreśliła ze swojego życia. Co mi chyba nie będzie przeszkadzać, skoro sam z własnej woli twierdzę, że dopiero teraz jestem naprawdę szczęśliwy. Szach i mat. Zakończyła stwierdzeniem, że nie chce mieć ze mną nic wspólnego, ani tym bardziej z kobietą, która zniszczyła jej rodzinę. Mimo takiej odpowiedzi wciąż jeszcze miałem nadzieję, że gdy oboje ochłoną, wszystko się poukłada. W końcu tyle się słyszy o szczęśliwych, choć rozbitych rodzinach, w których dzieci z pierwszego małżeństwa normalnie odwiedzają ojca i jego nową żonę, akceptują przyrodnie rodzeństwo. Na korytarzu sądowym, gdzie zgromadziliśmy się, czekając na rozprawę rozwodową, przeżyłem kolejne rozczarowanie. Ani syn, ani córka, która specjalnie przyleciała zza oceanu, aby wesprzeć psychicznie matkę, nie podeszli do mnie, żeby choć się przywitać. Żadne nie skinęło bodaj zdawkowo głową. Kiedy spoglądali w moją stronę, omijali mnie wzrokiem, jakbym nagle stał się przezroczysty. Jakby mnie tam wcale nie było. Może chociaż na swoje śluby mnie zaproszą? Ja z kolei nie mogłem się powstrzymać od zerkania w ich kierunku. Córka stała się piękną kobietą; syn w garniturze wydawał się bardzo dorosły. Poczułem, że bardzo ich kocham, że nie mogę dopuścić do tego, aby się ode mnie odwrócili. Przysiągłem sobie, że zrobię wszystko, aby naprawić relacje między nami. Dzieci zeznawały przeciwko mnie. Nie znalazły dla mnie żadnych okoliczności łagodzących. Skrajny egoista, manipulant, oszust, tchórz, zdrajca – takie określenia padły z ich ust. Chyba wtedy, w sali rozpraw, po raz pierwszy do mnie dotarło, że coś tracę, może bezpowrotnie. Mimo to, gdzieś w głębi serca, tliła się nadzieja, że jeśli będę uporczywie walczył, uda mi się odzyskać ich miłość i szacunek. Kiedy urodził się mój kolejny syn, zawiadomiłem dzieci, wysłałem zdjęcie malucha, zaprosiłem je na chrzciny brata. Zero odzewu. Ta cisza zabolała mnie bardziej, niż się spodziewałem. Ale dopiero wypowiedź córki na jej Facebooku była dla mnie prawdziwym ciosem w serce. Wszem i wobec oświadczyła, że nie ma ojca, że jestem dla niej jedynie osobnikiem o tym samym nazwisku, i że poza nim oraz genami nic nas z sobą nie łączy. Czytając ten wpis, skierowany do wszystkich wspólnych znajomych, poczułem się, jakbym publicznie dostał w twarz. Długo nie mogłem się otrząsnąć z siły nienawiści, jaka biła z wypowiedzi Natalii. Moja królewna, dla której długo byłem wzorem mężczyzny, ojca, męża, człowieka, musiała się strasznie mną rozczarować. A gdy spadłem z piedestału, nie było już co zbierać. Straciłem ją – uderzyło mnie jak obuchem – już nigdy nie odbudujemy dawnej ciepłej relacji. Irma wydawała się zadowolona z takiego obrotu sprawy. Nie życzyła sobie żadnych powrotów do mojego poprzedniego życia, moje dzieci nic jej nie obchodziły, stanowiły wyłącznie przeszkodę w naszych stosunkach, odrywały mnie od naszych wspólnych synów. Sytuacja zrobiła się nie do zniesienia. Moje starsze dzieci zapomniały, że mają ojca, a mnie nagle maniacko zaczęło na nich zależeć. Brakowało mi wspólnych wyjść z synem na piwo czy bilard, brakowało mi czułego podziwu, którym niegdyś darzyła mnie córka. Marzyłem o chwili, w której spotkamy się wszyscy we trójkę i usłyszę od nich, że mi przebaczyli. Lata mijały, a ja nadal wysyłałem im życzenia na święta, urodziny, imieniny, choć nie miałem żadnej pewności, że dotrą. Dzieci mogły już zmienić adresy, telefony, skrzynki mailowe. Nigdy też nie otrzymałem żadnej wiadomości zwrotnej. Próbowałem się czegoś o nich dowiedzieć przez wspólnych z Marią znajomych, ale bezskutecznie. Ci, którzy opowiedzieli się po jej stronie, nie rozmawiali ze mną. A z tymi, którzy trzymali ze mną, ona się nie zadawała. Wyprowadziła się ze starego mieszkania, odeszła z pracy, nie miałem do niej, a przez to i do dzieci, żadnego dojścia. Na Facebooku też nic nie mogłem znaleźć, jakby wyparowali albo zmienili nazwiska. Może z okazji ich ślubów się spotkamy – rozmyślałem w bezsenne noce. Przecież w taki dzień dzieci chcą mieć oboje rodziców przy sobie. Roiłem mrzonki, które rozwiały się pewnego dnia, gdy jadąc samochodem, przypadkowo zobaczyłem moją byłą żonę pchającą dziecięcy wózek. Zostałem dziadkiem! Ta myśl uderzyła mnie tak boleśnie, że na moment zabrakło mi tchu. Nikt mnie nie zawiadomił, nie wiem nawet, które z moich dzieci zostało rodzicem… Zadziałałem impulsywnie. Zjechałem na najbliższy parking, wysiadłem z samochodu i pogoniłem za Marią. – Cześć! – złapałem ją za ramię. – Czyje to dziecko? – zapytałem, zaglądając do wózka. Odwróciła się zaskoczona. Chwilę jakby mnie nie poznawała, ale zaraz jej zdumienie przerodziło się we wrogość. – Czego chcesz? Daj mi spokój! – podniosła głos tak bardzo, że mijający nas przechodnie zatrzymywali się gotowi do interwencji. Nie chciałem skandalu, więc poprosiłem: – Powiedz mi tylko, co u dzieci… – Jesteś ciekawy, to sam ich zapytaj – odparła, choć musiała wiedzieć, że od lat się do mnie nie odzywają. – Nie zbliżaj się! – zareagowała histerycznie, kiedy ponownie pochyliłem się nad leżącym w wózku maleństwem. Było ubrane na różowo, więc chyba dziewczynka. Podobna do malutkiej Natalii, te same ciemne, bystro patrzące oczka, te same wijące się loczki. Więcej nie zdążyłem zobaczyć, bo Maria szarpnęła wózek i ruszyła sprintem przed siebie. Nie goniłem jej, ludzie już i tak patrzyli nieufnie, podejrzliwie, jakby brali mnie za zboczeńca nagabującego kobietę z dzieckiem. Do domu wróciłem rozbity i z bólem głowy. Musiałem wyglądać fatalnie, bo Irma popatrzyła na mnie z niepokojem. – Co się stało? Źle się czujesz? Nie potrafiłem jej szczerze odpowiedzieć. Czułem, że nie zrozumie. W końcu to nie ona straciła dzieci, a tym samym i wnuki. Ona swoich synków miała cały czas przy sobie, kochali ją bezgranicznie. Nie mogła wiedzieć, ba, nawet sobie wyobrazić, jak to jest, gdy własne dzieci świadomie cię ignorują, izolują od swego życia, wręcz wyrzucają za jego nawias. Miałem nadzieję, że nigdy tego nie doświadczy. To było zbyt ciężkie, nawet jak dla mnie, twardego faceta. Po spotkaniu z Marią i po moich pięćdziesiątych piątych urodzinach – bez śladu życzeń ze strony starszych dzieci – zrozumiałem, że przebaczenia nie będzie. Nie mam co czekać. Staram się skupić na tym, co jest. Żona, chłopcy, praca. Niby bardzo dużo, więc dlaczego ciągle czuję tęsknotę za tym, co utraciłem? Czytaj także:„Moja córka urodziła dziecko za granicą, w tajemnicy przed nami. Bała nam się przyznać, kto jest ojcem”„Zachciało mi się 13 lat młodszego faceta i teraz muszę mu matkować. Sprzątam i gotuję, a on nawet nie kiwnie palcem”„Po stracie żony olśniło mnie, że moje życie poszło na zmarnowanie, a mogłem być kimś. Syn mi się nie udał, wnuk też nie”
Istnieją liczne apokryfy, które bardzo dokładnie relacjonują przebieg całego życia Maryi. Informacje, pochodzące z apokryfów, znalazły potem odzwierciedlenie w twórczości artystów. Przyjrzyjmy się więc tym nieznanym faktom z życia Maryi, nie zapominając, że apokryfy są tylko pobożnym wytworem fantazji i nie należy ich traktować zbyt serio, choć mogą czasem zawierać także jakieś elementy Niepokalanego PoczęciaNiepokalane poczęcie Maryi bywa często mylone z dziewiczym poczęciem Jezusa. Przypomnijmy więc (tak dla jasności), że według nauki Kościoła katolickiego Maryja została poczęta w naturalny sposób (tzn. przy udziale mężczyzny i kobiety), ale Bóg postanowił, że będzie wolna od grzechu pierworodnego. Ewangelie nie przekazały nam o rodzicach Maryi (czyli o dziadku i babci Jezusa) żadnych wiadomości. Milczenie Biblii rekompensuje jednak bogata literatura apokryficzna. Dzięki niej wiemy, że byli to Joachim i Anna. Najwięcej szczegółów na ich temat zawiera „Protoewangelia Jakuba”.STACJA7 POLECAAnna przyszła ponoć na świat w Betlejem, około 70 lat przed narodzeniem Chrystusa i wywodziła się z królewskiego rodu Dawida. Gdy miała 24 lata (a więc bardzo późno, jak na ówczesne standardy) poślubiła Joachima, Galilejczyka i stosunkowo zamożnego pasterza owiec. Zamieszkali razem w Nazarecie. Kochali się bardzo, ale mimo dwudziestu lat wspólnego pożycia, nie mieli potomstwa. Posiadanie dzieci było uważane za wyraz Bożego błogosławieństwa, a bezpłodność traktowano jak ciążącą na kobiecie klątwę. Kobieta taka budziła w otoczeniu litość, a czasem nawet wzgardę. W tamtych czasach nikt nie słyszał o zapłodnieniu In vitro, ani nawet o naprotechnologii. Pozostawała więc jedynie takie późno zrodzone dziecko było przeznaczone do wielkich celów. Joachim i Anna, mając dość gadania ludzi, przeprowadzili się w pewnym momencie z Galilei do Jerozolimy i zamieszkali w miejscu, gdzie dziś wznosi się kościół św. Anny. Może myśleli, że w Świętym Mieście ich prośby zostaną szybciej wysłuchane?Kiedy najwyższy kapłan odrzucił dar ofiarny Joachima, udał się on na pustynię, aby tam przez 40 dni pościć i modlić się o potomstwo. Wówczas we śnie ukazał mu się archanioł Gabriel i powiedział, aby udał się do czekającej na niego w Jerozolimie Anny, a Bóg obdarzy ich upragnionym dzieckiem. W tym samym czasie Anioł powiedział Annie, że urodzi córkę, o której będzie mówił cały świat i polecił, aby wyszła na spotkanie męża. Przeczytaj równieżMałżonkowie spotkali się przy bramie miasta (prawdopodobnie była to Złota Brama – Szaar Ha-Rahamim). Tam padli sobie w objęcia i pocałowali się (ProtEwJK 4-5), co uwiecznił Giotto na słynnym fresku pt. Spotkanie przy Złotej Bramie. Według jednej z wersji wrócili natychmiast do domu i poczęli dziecko. Według innych podań zawartych w „Złotej Legendzie” Matka Boska została poczęta już podczas pocałunku Jej rodziców przy bramie jerozolimskiej. A dziewięć miesięcy później, we wrześniu 19 roku 44-letnia Anna powiła przecudnej urody dziewczynkę, której nadano imię cicha i piękna jak wiosna, żyła prosto, zwyczajnie, jak my” – mówi znana pieśń. Według apokryfów jednak jej życie wcale nie było takie zwyczajne. Protoewangelia Jakuba opisuje, że Joachim i Anna przeznaczyli swą córkę do życia w świątyni. Jako dziecko Maryja miała podjąć tam służbę i tkać zasłonę przybytku. Kiedy kapłani w Jerozolimie postanowili uczynić nową zasłonę dla świątyni, wybrali siedem dziewcząt bez skazy przed Bogiem, z pokolenia Dawida, wśród których znalazła się także trzyletnia (sic!) Maryja. Dziewczęta ciągnęły losy, jakim kolorem nici będą tkać. Maryi przypadł szkarłat i purpura, co według autora apokryfu, symbolizować miało późniejsze poczęcie Chrystusa i Jego królewską godność. Ponieważ Jezus utożsamiał się ze świątynią, uczył bowiem o świątyni swego ciała (J 2, 21), dziewczynka o wdzięcznym imieniu Miriam, tkając zasłonę Świątyni, tkała zarazem szatę dla mającego się w przyszłości narodzić Jezusa (nota bene jest to ta sama zasłona, która rozdarła się w chwili śmierci Chrystusa na krzyżu). Gdy Maryja ukończyła 12 lat arcykapłani na polecenie Anioła w cudowny sposób wybrali dla niej męża, aby był opiekunem i stróżem dziewictwa (sic!) tej dwunastolatki opuszczającej się bowiem składa, że według apokryfów Maryja ślubowała Bogu zachowanie dziewictwa do końca życia. Do tej roli wybrany został owdowiały starzec o imieniu Józef, który przed małżeństwem z Maryją miał już czwórkę dzieci. Proto-Ewangelia Jakuba opisuje to w ten sposób: Gdy wszyscy wdowcy przybyli do świątyni, kapłan wziął od nich różdżki. Zaniósł je do świątyni i modlił się nad nimi, lecz gdy oddawał je kolejnym wdowcom, nie zobaczył żadnego znaku. Dopiero gdy wziął ostatnią i podawał Józefowi, wyleciała z niej gołębica i usiadła na głowie Józefa: był to widzialny znak, że to on właśnie miał wziąć do siebie Maryję – co też wyraźnie powiedział kapłan. Jednak Józef przeraził się bardzo: nie tylko był starcem, lecz także miał dorosłe dzieci – w ten sposób stanie się pośmiewiskiem dla całego Izraela! Ale kapłan surowo go upomniał, przypominając wydarzenia z dziejów Izraela historię tych, którzy sprzeciwiali się woli Bożej (…). Na te groźne słowa Józef zrezygnował z dalszego oporu i wziął pod opiekę Maryję. Tu pozwolę sobie na małą dygresję. Nie wiemy, w jakim wieku był Józef, ale właśnie pod wpływem Proto-Ewangelii Jakuba ukazywany jest często jako staruszek z siwą brodą. W kolędzie „Jezus Malusieńki” do dziś śpiewamy: „Józefie stareńki, daj z ogniem fajerki. Grzać Dziecinę, sam co prędzej podpieraj stajenki”. Wiemy, że Józef był jej prawowitym małżonkiem, ale żył z nią w dziewiczym małżeństwie! Wyobrażano sobie więc, że uczynienie z Józefa staruszka doskonale tu pasuje, bo przecież (mówiąc kolokwialnie) „stary człowiek, nie może”. Uznano, że starość będzie lepszym opiekunem dziewictwa niż powieści Anthony’ego Burgessa „Człowiek z Nazaretu” Józef jest nie tylko stary, ale w ogóle niezdolny do stosunku seksualnego, bo został (w młodości) przygnieciony przez grubą belkę. W każdym razie przedstawianie św. Józefa jako starca sprawiło, że zrobiono z niego nie tyle męża, co dobrotliwego opiekuna Maryi, takiego jakby przybranego ojca, albo nawet dziadka. Ja jednak czuję wobec takich wyobrażeń głęboki sprzeciw. Wyobrażam sobie, że Józef jako mężczyzna był silny, męski i młody (miał pewnie ok. 20 lat, kiedy poślubił Maryję). Czy naprawdę nie można uwierzyć w istnienie młodych ludzi, w pełni sił witalnych, którzy, żyjąc w małżeństwie, podjęli decyzję o zachowaniu dziewictwa przez całe życie, a ich małżeństwo stało się bardziej duchowe, niż cielesne, właśnie przez wgląd na narodziny tego szczególnego Dziecka? Cieszę się, że w filmie „Narodzenie” („The Nativity Story”, 2006) wreszcie zerwano z krzywdzącym wizerunkiem Józefa stareńkiego. Bardzo mi się również podoba w tym filmie Maryja, która jest trochę taką zbuntowaną nastolatką (oczywiście na miarę realiów tamtej epoki). Film w piękny sposób ukazuje rodzącą się między nimi miłość, kiedy Maryja dostrzega, jaki opiekuńczy potrafi być Józef i jak troszczy się o zwierzęta, dzieląc się z nimi własnym posiłkiem, mimo iż sam jest jednak do starożytnych apokryficznych spotkała Anioła?Maryja przybyła z Józefem do Nazaretu, gdzie doszło do Zwiastowania, znanego nam z Ewangelii według św. Łukasza. Ewangelista nie precyzuje bliżej okoliczności ani nie podaje dokładnej lokalizacji tego wydarzenia. Nic więc dziwnego, że w apokryfach pojawiły się próby doprecyzowania i uszczegółowienia, jak to mogło apokryficznej „Protewangelii Jakuba” (ProtEwJk 11, 1-3) opis zwiastowania jest podzielony na dwie części. Pierwszy jego element ma miejsce przy studni, gdzie Maryja udała się po wodę. Tam, przy źródle, usłyszała głos: „Witaj, pełna łaski. Pan z Tobą. Błogosławiona jesteś Ty między niewiastami”. Na te słowa Maryja obejrzała się na wszystkie strony, jednak nikogo nie dostrzegł. Wtedy, przestraszona, wróciła do domu. Postawiła dzban. Usiadła na tronie (nie wiadomo skąd ten tron w Nazarecie) i zaczęła tkać purpurę oraz szkarłat. Dopiero wtedy przed Maryją stanął Anioł Pański i dokończył Zwiastowania. Oczywiście mamy tu wiele elementów symbolicznych. Purpura i szkarłat – to kolory królewskie, podobnie jak tron jest oznaką władzy królewskiej. Te elementy miały wskazywać, że Maryja urodzi Króla. Natomiast przędzenie nawiązuje do metafory o tkaniu dziecka w łonie matki (por. Ps 139).Cudowny poród w cudowną nocWedług wielu apokryficznych opowieści Maryja urodziła Jezusa tak łatwo, lekko i przyjemnie, że właściwie nic nie poczuła. Wynikało to z poglądu, że skoro według Rdz 3, 16 bóle porodowe były konsekwencją grzechu pierworodnego, to Maryja (Niepokalanie Poczęta, a więc wolna od grzechu pierworodnego) nie doświadczyła tych konsekwencji. Powoływano się też na słowa proroka Izajasza. „Zanim odczuła skurcze porodu, powiła dziecię, zanim nadeszły jej bóle, urodziła chłopca. Kto słyszał coś podobnego?” (Iz 66,7), choć oczywiście nie odnoszą się one do Maryi. Św. Grzegorz z Nyssy (zm. 394) objaśniał: „Ponieważ ta, która przez grzech wprowadziła do natury śmierć, została skazana na rodzenie w smutku i boleściach, ze wszech miar słuszną było rzeczą, żeby Matka Życia w radości poczęła i wydała na świat (syna)”.W „Odach Salomona” czytamy „Dziewica stała się matką wśród wielkiej miłości. Stała się brzemienną, zrodziła Syna i nie cierpiała”. Według Proto-Ewangelii Jakuba sam poród nie jest opisany, ale Zbawiciel miał tajemniczo zjawić się w chmurze otaczającej Salome, która nie wierzyła w dziewictwo Marii, zbadała ją ginekologicznie, skutkiem czego jej ręka uschła, ale na szczęście uzdrowił ją w cudowny sposób mały Jezus. Oczywiście „Protoewangelia Jakuba” jest pismem napisanym w celach apologetycznych. Autor chciał przedstawić niezbity dowód dziewictwa Maryi także post partum, stąd ta groteskowa i nieco żenująca opowieść o apokryfy poszły jeszcze dalej w negowaniu bólów porodowych i uległy herezji doketystycznej, kwestionującej autentyczność wcielenia i realność człowieczeństwa Jezusa. W apokryficznym „Wniebowstąpieniu Izajasza” ukazane zostały narodziny Jezusa w sposób pozorny: „gdy byli sami, Maryja spojrzała swoimi oczami i zobaczyła małe dziecko i przestraszyła się. Potem jak się zmieszała, jej łono stało się jak było przedtem, zanim poczęła”. Według tego tekstu Jezus narodził się zaledwie po dwóch miesiącach ciąży w sposób nadprzyrodzony, nie tylko bez bez bólu, ale i bez tradycyjnych wychować Syna Bożego?Najczęściej widzimy obrazy, na których Maryja podtrzymuje i tuli dziecko. To oczywista i piękna ikona macierzyństwa. Z tym właśnie macierzyństwo się nam kojarzy. Zwłaszcza macierzyństwo Matki Bożej. Dlatego tak wielki skandal wywołał w 1926 roku Max Ernst szokującym obrazem „Najświętsza Dziewica karze Dzieciątko Jezus”, na którym Maryja bije po pupie Jezuska, tak, że aż jego aureolka spadła na podłogę. Nie wiadomo, co stało się wcześniej: czy mały Jezus jakoś bardzo napsocił? A może matka zbyt łatwo wpadła w gniew? Widziano w tym obrazie profanację Matki Boskiej – symbolu matczynej miłości, dobroci, poświęcenia, oddania. Tymczasem Maryja karcąca Jezusa pojawiła się już w starożytności na jednym z fresków w klasztorze Bahar Dar (w Etiopii). Może warto postawić sobie pytanie, czy Jezus stwarzał problemy wychowawcze? Myśl o tym wydaje się bluźnierstwem, ale niby dlaczego? Najbardziej kochane dzieci potrafią wyprowadzić z ciekawe istnieją apokryfy, które szczegółowo opisują szokujące fanaberie małego Jezusa. W „Ewangelii Dzieciństwa Tomasza” czytamy, jak Jezus rzuca klątwę na syna Annasza, który drażni go w trakcie zabawy, w konsekwencji czego chłopiec usycha. Inne dziecko pada martwe po tym, jak niechcący trąca Jezusa w ramię. Jezus popisuje się własną wiedzą i złośliwie zawstydza swego nauczyciela, zadając mu liczne pytania o naturze liter. Kiedy inny nauczyciel, rozgniewany impertynencją Jezusa uderza go, natychmiast pada martwy. Jezus, oskarżony zostaje o zepchnięcie kolegi z dachu (bo nie miał dobrej reputacji) i wskrzesza go tylko po to, aby chłopiec potwierdził, że sam spadł. W apokryfie jest jeszcze dużo więcej podobnych, dziwacznych historii. Czytając „Ewangelię Dzieciństwa Tomasza”, mimowolnie nasuwa się myśl, że przydałoby się wobec takiego dziecka postąpić zgodnie z biblijną zasadą: „Kto miłuje swego syna, często używa na niego rózgi” (Syr 30, 1; por. Prz 13,24; 22,15; 23,13-14). Gdyby faktycznie takie rzeczy wyczyniał Jezus, to jego rodzice powinni jakoś zareagować. No ale według apokryfów Józef był stareńki, a Maryja była zbyt łagodna. Oczywiście opowieści, zawarte w „Ewangelii Dzieciństwa Tomasza”, zostały zmyślone przez kogoś, kto w niezbyt fortunny sposób chciał ukazać boską moc Jezusa. Miała to być polemika z tymi, którzy uważali, że Boski Logos zstąpił na Jezusa dopiero podczas chrztu. W konsekwencji wyszła zaś historia o małym rozkapryszonym psychopacie obdarzonym boską osobiście bardzo podoba się ujęcie dzieciństwa Jezusa w powieści Anne Rice „Chrystus Pan. Wyjście z Egiptu”. Jezus nie jest tam, ani jakimś nadmiernym łobuzem, ani wcieloną doskonałością i ucieleśnieniem posłuszeństwa, ale wrażliwym chłopcem, który, jak to dzieci, popełnia czasem błędy, bo dopiero uczy się życia. W powieści jest scena, gdy Maryja próbuje poważnie porozmawiać z chłopcem (mającym ok. 8 lat) i opowiedzieć mu, że został poczęty bez udziału mężczyzny, co Jezus przyjmuje do wiadomości bez jakiegoś wielkiego zdziwienia, a Maryja zrezygnowana stwierdza, że jednak jest jeszcze zbyt mały, aby to która pod krzyżem stałaNajdramatyczniejszym momentem w życiu Maryi była oczywiście męka Jezusa. Chrześcijańska tradycja przeznaczyła dla Niej stałe miejsce w via Crucis – drodze Krzyżowej. Czwarta stacja nosi nazwę „Jezus spotyka swoją Matkę”. W Ewangeliach nie znajdziemy żadnej wzmianki o tym spotkaniu, ale prawdopodobnie Maryja faktycznie szła za Jezusem na Golgotę. O tym, że była pod krzyżem wiemy z Ewangelii Jana. Wtedy właśnie stała się Matka Kościoła, Matką Nowego Ludu Bożego, którego symbolicznym reprezentantem jest Umiłowany Uczeń. Co jednak ciekawe, ani Ewangeliści, ani św. Paweł , który w 1 Kor podał listę świadków zmartwychwstania (1 Kor 15, 4-8), nie wspominają o spotkaniu Matki z jej Synem po takiej wzmianki tak bardzo zaskoczył bizantyńskich chrześcijan, że na własną rękę wprowadzili korektę. Diakon Efrem z Mezopotami (zm. 373) zmienił w spotkanie Jezusa z Marią Magdaleną przy pustym grobie (J 20, 15-16) w dialog Jezusa ze swoją Matką. W greckim apokryfie z VI wieku po Chr, zwanym „Aktami Tadeusza” autor stwierdza: „On ukazał się najpierw swojej Matce i innym kobietom”. Pewnie tak było, ale Ewangeliści postanowili być tu dyskretni. Może przez szacunek dla intymności tego wydarzenia. A może uznali to za tak oczywiste, że nie widzieli potrzeby, aby o tym pisać…Pamiątka z WniebowzięciaWniebowzięcie Maryi stało się głównym tematem cyklu około dwudziestu apokryfów, znanych pod ogólnym tytułem Transitus Mariae. Teksty te, mimo wielu różnic, zachowują pewien ogólny schemat. Maryja, w cudowny sposób uprzedzona o swojej śmierci, umiera w Jerozolimie; zostaje złożona do grobu, jakiś czas później lub bezpośrednio po złożeniu do grobu jej ciało zostaje jednak wzięte do Nieba, toteż gdy (po przybyciu spóźnionego Tomasza) Apostołowie otwierają grób, znajdują w nim jedynie świeże kwiaty (dlatego w Polsce mówi się, że 15 sierpnia jest Świętem Matki Boskiej Zielnej). Według apokryfu przypisywanego Józefowi z Arymatei, kiedy apostoł Tomasz (który nie był na pogrzebie) zbliżał się do Góry Oliwnej, ujrzał, jak aniołowie niosą ciało Maryi do Nieba. Zaczął więc wołać: „O święta Matko, Matko błogosławiona, Matko niepokalana, jeśli już doznałem tej łaski, że cię teraz widzę, gdy dążysz do Nieba, uraduj sługę twego dzięki twemu wielkiemu miłosierdziu” (TransJózAr XVII). Wówczas przepaska, którą apostołowie opasali wcześniej ciało Maryi, została zrzucona z Nieba, aby Tomasz mógł ją sobie zachować na pamiątkę. Przepaskę tę jako relikwię i pamiątkę z wniebowzięcia przechowuje katedra pw. św. Szczepana w Prato w kaplicy o nazwie Del Sacro Cingolo. A przynajmniej tak twierdzą miejscowi z apokryfów przytoczone zostały na podstawie:Apokryfy Nowego Testamentu, t. 1-3, pod red. WAM, Kraków 2003.
Kiedyś Maryja zachodząc w ciążę jako dziewica była egzotyczną ciekawostką, teraz okazuje się, że to całkiem możliwe. Z roku na rok pojawia się coraz więcej przypadków, kiedy kobieta decyduje się na zapłodnienie in vitro, nie tracąc wcześniej dziewictwa. Zdobycze współczesnej medycyny sprawiają, że to co kiedyś wydawało się cudem, teraz może być standardowym zabiegiem. W ten sposób co roku przeprowadza się setki tysięcy zapłodnień metodą in vitro. O przypadkach zapłodnień bez seksu słyszeliśmy już kilka razy w popkulturze. Nie przywołując ponownie biblijnej historii, mieliśmy amerykański serial "Jane The Virgin", oraz naszą polską "Majkę". Ta jednak nie podbiła skutecznie serc telewidzów. Jak ujawnia jedna z brytyjskich klinik specjalizujących się w zapłodnieniach in vitro, w ciągu ostatnich 5 lat z zabiegu in vitro skorzystało 25 dziewic. Inne kliniki nie chcą zdradzać danych, ale można się dowiedzieć, że wśród chętnych na zapłodnienie in vitro były również kobiety w związkach. Z różnych powodów nie chcą jednak uprawiać seksu. Krytyka tego trendu dotyczy jednak głównie kobiet, które decydują się na dziecko nigdy nie będąc w związku. Głosy sugerują, że kobieta traktuje dziecko jak towar, który sobie "kupuje", bo ma taką zachciankę. W końcu poród po zabiegu in vitro łączy się też z operacyjnych przerwaniem błony dziewiczej. Cały ten proces kosztować może nawet 12 tysięcy dolarów. ZOBACZ TAKŻE:
jak maryja zaszła w ciążę